Wpływ otoczenia

W swoim postępowaniu człowiek w dużej mierze kieruje się ukształtowanymi w różnym okresie życia przyzwyczajeniami i nawykami. Jedne z nich są bardziej trwałe, inne mniej. Między innymi sposób żywienia i pojęcie pokarmów smacznych i nie­smacznych ukształtowane jest w dużej mierze przyzwyczaje­niem i nawykami. Również ilość spożywanych pokarmów pod­daje się wpływom zewnętrznym. Otoczenie człowieka, tzn. najbliższa rodzina, znajomi, współtowarzysze pracy, ma duży wpływ na sposób żywienia. Dzieci są najbardziej podatne na tego rodzaju wpływy. Z normalnego, zdrowego dziecka można zrobić żarłoka i grubasa, wywierając na niego stałą presję i zmuszając do jedzenia ponad miarę. Nie musi zresztą być to presja czynna, tj. zmuszanie do jedzenia w imię źle pojętego dobrego wyglądu dziecka. W wielu przypadkach wystarczy przykład starszych i rodziców, jedzących dużo i tłusto, aby w dziecku wykształciło się przekonanie o potrzebie takiego właśnie spożycia. Analizując wpływ otoczenia na tworzenie sie nawyków żywieniowych wyróżnić można jak gdyby dwa okresy: w pierwszym człowiek czy też dziecko zmuszane do nadmierne­go jedzenia poddaje się wprawdzie naciskowi, ale niechętnie i wbrew własnym chęciom. Są to dzieci, które zmuszane do jedzenia, aby dobrze wyglądały pomimo że wcale nie są chude, płaczą i protestują. Dorośli w tym okresie wiedzą i czują, że w zasadzie nie są głodni, ale wszyscy jedzą to oni oczywiście też; tyle jeszcze dobrych potraw pozostało na stole, więc należy jeść, żeby się nie zmarnowało. Jest to początek otyłości, ale można się jeszcze z łatwością powstrzymać od jedzenia, gdyż człowiek nie ma jeszcze zakorzenionych nawyków nadmiernego jedze­nia, co objawia się uczuciem sytości i raczej niechęci do jedzenia. Mówi się potocznie, że jadamy z musu. Jeżeli stan taki trwa dłużej, następuje utrwalenie zwyczaju jadania dużych ilości pokarmu. Wykształca się nawyk objadania się, czy też spożywania dodatkowo poza normalnymi posiłkami. Nawyki tego typu są bardzo silne. Dziecko dopomina się o jedzenie

i płacze już nie dlatego, że matka wmusza w niego którąś z kolei łyżkę ziemniaków, lecz dlatego, że łyżki tej nie dostaje. Zwykle są to osobnicy z dużą nadwagą i widać wyraźnie, że coś jest z nimi nie w porządku. Dorośli z wykształconymi odruchami przejadania się w tym drugim okresie faktycznie chcą jeść dużo. Widok małej porcji pokarmu, niezależnie czy jest to wystarcza­jąca porcja czy też nie. wywołuje odruch niezadowolenia. Aby najeść się do syta, muszą mieć pełny nie tylko brzuch, ale pełny obraz kopiasto wypełnionych talerzyw oczach. W okresie tym rezygnacja chociaż z części spożywanych porcji staje się proble­mem. Organizm jakby przyzwyczaja się do dużych ilości tkanki tłuszczowej i wszelkie odchudzanie jest równoznaczne z zada­waniem gwałtu i głodzeniem.
Jak już wspomniano, nawyki objadania się ukształtowane

pod wpływem przykładu otoczenia są najbardziej trwałe, jeżeli dotyczą dzieci i młodych ludzi. W ich wyniku powstaje otyłość nie poddająca się żadnemu leczeniu. Ludzie tacy wprawdzie chudną w warunkach ścisłego nadzoru i wydzielania im jedze­nia, ale zdani na własne siły natychmiast tyją. Są to tak zwani wieczni odchudzacze: całe życie odchudzają się, ciągle czegoś nie jedzą i co jakiś czas, bardzo dużym wysiłkiem udaje im się zrzucić 10 czy 15 kilogramów, a pomimo tego ich waga w sumie wcale nie zmniejsza się a wręcz przeciwnie jest coraz większa.
Wracając do określenia wpływu otoczenia, należy go rozu­mieć w bardzo różny i niezbyt ściśle określony sposób. Sposo­bów wpływania na człowieka jest bardzo dużo. Może to być łatwy dostęp do nieograniczonych ilości dobrego jedzenia, zwyczaje towarzyskich spotkań przy ciastkach czy też obfitych obiadach, zwyczaj próbowania przygotowywanych potraw, po­jadanie przy pracy itd.
Można zaryzykować twierdzenie, że sam fakt zamieszkiwa­nia w miejscu, gdzie problem wyżywienia się człowieka nie stwarza żadnych specjalnych trudności, związany jest z presją, żeby jeść dużo i dobrze. Głód i otyłość ocierają się o siebie. Gdy brak jest pożywienia i panuje głód ludzie często umierają, ale w warunkach dobrobytu natychmiast tyją. Brak jest tego po­średniego stanu. Wydaje się, że natura ludzka bazuje jeszcze na doświadczeniach zdobytych w ciągu historii gatunku, że jeśli jest możliwość, należy jadać ile można, gdyż być może, iż niedługo nie będzie nic do jedzenia i przeżyją tylko ci, którzy zgromadzili największe zapasy w postaci tkanki tłuszczowej.
Biorąc dosłownie to, co napisano powyżej, można by dojść do wniosku, że w społeczeństwach zasobnych w żywność wszy­scy powinni być ludźmi otyłymi. Jak wiemy tak nie jest, gdyż wyraźna otyłość występuje u ok. 3050% ludzi tych społe­czeństw. I tutaj znowu dochodzimy do pojęcia skłonności do otyłości. W najlepszych warunkach do tycia zawsze część ludzi pozostaje szczupła, i to będą ci, którym brak skłonności. Na czym polega brak skłonności lub też skłonność do otyłości obecnie nie wiemy, być może sprawa polega na minimum rozsądku, który nakazuje w pewnym momencie zwrócić uwagę na ciężar ciała i zadecydować o rezygnacji z jednej porcji pieczywa na śniadanie i kolacji oraz wielu ciastek, a ponadto na zmuszeniu się na godzinny spacer zamiast przesiadywania przed telewizorem.
Z praktycznego punktu widzenia nie jest istotne, czy wiemy na czym polega skłonność do otyłości czy też nie, gdyż prze­strzeganie bardzo prostych zasad, które będą jeszcze omówio­ne, daje w rezultacie szczupłą sylwetkę niezależnie od tego, czy jesteśmy skłonni do tycia czy też nie. Gorzej, jeżeli już jesteśmy otyli; wtedy sprawa bardzo się komplikuje, gdyż zrzucić istnie­jącą nadwagę jest o wiele trudniej niż zapobiegać tyciu.
Powracając do spraw związanych z wpływem otoczenia na powstawanie otyłości należałoby jeszcze wspomnieć, kto jest najbardziej podatny na tego rodzaju wpływy. Otóż w pierw­szym rzędzie dzieci. W tym przypadku czynnikiem nacisku są zwykle kochające mamy i babcie, podsuwające małym pocie­chom bez przerwy coś do jedzenia niezależnie od tego, czy dziecko jest głodne czy też nie. Obraz dziecka tłustego jako synonimu zdrowia, tkwiący w podświadomości wielu matek, dyktuje takie właśnie nierozsądne postępowanie. Na szczęście, nie wszystkie dzieci poddają się takiemu naciskowi.
Kobiety w czasie ciąży i w okresie karmienia również są w niekorzystnej sytuacji. W potocznym rozumieniu powinny jeść za dwoje, co kończy się często otyłością, i to czasami taką właśnie ,,za dwoje".
Mężczyźni poddają się w mniejszym stopniu temu, co okre­ślamy jako nacisk otoczenia, gdyż na ogół nikt ich nie namawia do jedzenia, ale i oni dają się skusić dobrze przyrządzonym przez kochające żony potrawom w imię dobrego wyglądu.

copyright 2011